Cztery dni, aż cztery.
Kiedy dzień nocą, noc z dniem.
Kiedy dzieńwieczór
Odchodzi przychodząc.
Jesteśmy jakby niebędący, a świadomi.
Z obrzydzeniem do się i do nich.
Bardziej do nich, wiedząc, że w prawdzie to do się.
Płaczliwi w szklaneczce tę łzę nieszczerą po raz kolejny wychylamy,
Opuchnięci przeklinamy wierząc w nadejście końca.
Wierząc iż dzienionoc nie nadejdzie.
Dzierżoniów 2012
